Gik

Posts: 781
Joined: Nov 2010
{socialsites}
|
"I nie było już nikogo" ~ Aghata Christie
Nieczęsto czytam książki, a jeżeli już, to takie popierdółki typu Aghata Christie, Stephen King, czy Andrzej Sapkowski. Kiedy czytam książkę interesuje mnie przede wszystkim opowiadana historia. Dlatego zwyklę preferuję film, po prostu nienawidzę przerywać poznawanej fabuły w połowie. Żeby przebić się przez jedną książkę, muszę zwykle poświęcić na to do ok. 2 tygodni w wakacje.
I tu z pomocą przychodzi, moim zdaniem przereklamowana, Aghata Christie i jej "I nie było już nikogo", w oryginale znany jako "Ten little niggers". Jak słitaśnie. Nie nazwałbym tego książką, raczej opowiadaniem. Samo wydanie jest cieniutkie(ok. 100 stron), lekkie i w moim wypadku śmierdzi tanim papierem. Ale tym lepiej, można to przeczytać w jedno popołudnie. 10 osób zostaje zaproszonych przez tajemniczego pana Owena na wyspę, na której znajduje się jego villa. Oczywiście, kiedy wszyscy przybywają na miejsce rozpętuje się straszna burza i są na niej uwięzieni. Każda osoba nie znalazła się na tej wyspie przypadkowo - każda z nich ma na sumieniu pewną zbrodnię. W głównym salonie villi znajduje się wierszyk traktujący o dziesięciu marynarzykach (w wydaniu pierwszym było to 10 murzynków, ale murzyny podniosły larum). W wierszyku każdy marynarzyk umiera w pewien osobliwy sposób, w identyczny też giną goście na wyspie.
Jest ciekawie, czyta się szybko, książka jest krótka i nie ma się poczucia bullshitu, jak to ma miejsce w przypadku opowiadań o Herkulesie Poirot. Polecam na nudne posiedzenia na plaży.
|
|
18-05-2011 19:46 |
|